Zamknięcie ferm, w których hodowane są zwierzęta na futra, to utrata miejsc pracy dla 50 tysięcy ludzi i gigantyczne odszkodowania dla producentów - ostrzega Daniel Chmielewski, prezes Polskiego Związku Hodowców Zwierząt Futerkowych.

Naturalne futra to polski hit eksportowy. Są dostępne w największych i najbardziej luksusowych domach mody na całym świecie. Klienci cenią je za doskonałą jakość, co ma być zasługą polskich hodowców.

- Hodowla zwierząt futerkowych jest prowadzona w Polsce od 100 lat, ale w ciągu ostatnich dwudziestu, nastąpił żywiołowy rozwój tej branży - mówi Daniel Chmielewski, prezes Polskiego Związku Hodowców Zwierząt Futerkowych. Zapewnia, że na doskonałą jakość futer wpływa przede wszystkim to, w jakich warunkach zwierzęta są trzymane na fermach.

- Norki są otoczone jak najlepszą opieką, bo tylko dzięki temu uda się później pozyskać dobrej jakości futro. W tym celu współpracujemy np. z ośrodkami naukowymi nad ułożeniem diety zwierząt - dodaje Chmielewski.

Mimo iż na samych fermach, jak i na rzecz branży, pracuje w Polsce ok. 50 tysięcy osób, w parlamencie trwają pracę nad zakazem hodowli zwierząt na futra. Wzorem dla nas są inne europejskie kraje, które już takie obostrzenia wprowadziły.

- Taki zakaz obowiązuje w Austrii, Chorwacji i Czechach, tyle że tam istniały pojedyncze fermy, a u nas to biznes warty miliony złotych - mówi Chmielewski. - To trochę tak, jakby w Polsce zakazać walk kogutów czy aligatorów.

Zakaz hodowli na politykach próbują również wymusić obrońcy praw zwierząt, którzy przekonują, że na fermach norki trzymane są w warunkach zagrażających ich zdrowiu i życiu.

Co na te argumenty odpowiadają hodowcy? Jak zamierzają dbać o stan i zdrowie zwierząt, które żyją na fermach? Zapraszamy do obejrzenia rozmowy z Danielem Chmielewskim, prezesem Polskiego Związku Hodowców Zwierząt Futerkowych.