Co się stanie, gdy w Polsce zostanie wprowadzony zakaz hodowli zwierząt futerkowych? Tysiące ludzi stracą pracę, hodowcy zaś będą się ubiegać o odszkodowania albo przeniosą farmy za granicę.

Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt przygotował projekt ustawy o ochronie zwierząt, który ma lepiej chronić prawa zwierząt. Zakłada między innymi zakaz trzymania psów na łańcuchach, wykorzystywania zwierząt do pracy w cyrku, zaostrza kary za znęcanie się nad zwierzętami, a także przewiduje opodatkowanie hodowli zwierząt domowych, zakaz handlu nimi poza miejscami chowu i zakaz hodowli zwierząt na futra.
Organem, który ma kontrolować to, jak dbamy o naszych braci mniejszych, będzie Krajowa Inspekcja ds. Zwierząt – komórka podległa MSWiA, z wojewódzkimi oddziałami i inspektorami.
Ekolodzy i miłośnicy zwierząt są zadowoleni. Powodów do zadowolenia nie mają natomiast hodowcy zwierząt futerkowych.
Teraz projekt poparł również Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości. Fundacja Viva na swoim profilu na Facebooku zamieściła film, w którym prezes PiS tłumaczy, dlaczego popiera zakaz hodowli zwierząt futerkowych. - To kwestia stosunku do zwierząt, serca, litości wobec zwierząt i każdy porządny człowiek coś takiego w sobie powinien mieć – stwierdził Kaczyński.
– Hodowla zwierząt futerkowych to branża specyficzna, ale łatwa do zaatakowania. Nie jest to branża spożywcza, więc według niektórych niekoniecznie potrzebna – mówi Daniel Chmielewski, prezes Polskiego Związku Hodowców Zwierząt Futerkowych. – Na dodatek bardzo intratna, bo szybko przynosząca zyski. Można domniemywać, że jest cenna dla konkurencji spoza Polski – podkreśla.

Niedoceniona marka
Dziś Polska jest drugim w Europie i trzecim na świecie producentem skór, co oznacza 4 proc. udziału w całości polskiego eksportu rolno-spożywczego i około 7 proc. eksportu produktów rolnictwa, leśnictwa i rybactwa. Mimo to, jest to branża – zdaniem producentów – niedoceniana. Uważają, że trwająca obecnie batalia przeciwko hodowcom norek, to wojna ekonomiczna, niekoniecznie mająca związek ze zwierzętami.
- W sprawie ferm często wypowiadają się ludzie, którzy nigdy na żadnej fermie nie byli – mówi Tadeusz Perz, zastępca komendanta straży ochrony zwierząt w Poznaniu. - Z racji wykonywanego zawodu widziałem warunki chowu zwierząt na różnych fermach i nie mogę zgodzić się z twierdzeniami, że hodowcy zwierząt futerkowych znęcają się nad zwierzętami. To dokumenty, które bazują na emocjach, a nie rzetelnej wiedzy – dodaje.

To koniec branży?
W Polsce funkcjonuje ok. 1,2 tys. ferm, w tym 750 tys., na których hoduje się głównie norki a 98% hodowli należy do kapitału polskiego sprawiając, że jest to jedna z najbardziej spolonizowanych gałęzi polskiej gospodarki. Jak zaznaczają producenci i hodowcy, branża jest dziś warta ok. 5 mld złotych. Większość polskich hodowli prowadzonych jest na terenach o wysokim bezrobociu, na których brakuje przemysłu, a z powodu słabej ziemi, również rolnictwo jest mało rozwinięte.
Całkowity zakaz hodowli, jak przyznaje Szczepan Wójcik, prezes Instytutu Gospodarki Rolnej – Polska Ziemia i jednocześnie hodowca, który wraz z rodziną specjalizuje się w hodowli norek, grozi utratą pracy dziesiątkom tysięcy osób.
- Wzrosłoby bezrobocie na terenach, na których najtrudniej sobie z nim poradzić. Polska straciłaby jedną z nielicznych branż, w której jest światowym czempionem i krajem, który dyktuje warunki na światowych rynkach – wyjaśnia.
Hodowcy obawiają się, że ich branża podzieli los innych, jakie zaznaczyły swoją obecność na polskim runku. Tak było m.in. z producentami gęsich wątróbek odtłuszczonych, które były znane w całej Europie. Z powodu zmiany prawa, branża przestała istnieć, a polskie rynki i zyski przejęli Węgrzy.
Według hodowców, branża futerkowa w Polsce jest zagrożona nie tylko z powodów ideologicznych, ale także rosnącej konkurencja ze strony Rosji.
Na wschodzie – po wprowadzeniu embarga na drób z Europy, powstaje coraz więcej farm drobiowych i hodowli ze zwierzętami futerkowymi. Te dwa segmenty są bowiem ze sobą ściśle powiązane. Jak to możliwe?
- Dziś fermy norek utylizują produkty uboczne pochodzenia zwierzęcego z zakładów przetwórstwa mięsnego, mleczarskiego i rybnego. Gdyby każdy zakład miał zapłacić za utylizację przemysłową takiego produktu musiałby wydać na to gigantyczne kwoty. W skali całego kraju może to być kwota rzędu 0,5 mld zł – mówi dr n. wet. Tadeusz Jakubowski z Kliniki Wolica, który specjalizuje się w chorobach zwierząt futerkowych.
Likwidacja branży futerkowej doprowadzi więc nie tylko do utraty miejsc pracy przez kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Zapłacimy za to wszyscy, płacąc więcej za drób i ryby, bo produkcja tych towarów będzie znacznie droższa.
Doktor Jakubowski podkreśla, że także nawóz z ferm futerkowych – wykorzystany na gruntach rolnych w odpowiednim stężeniu i odpowiednim czasie, jest doskonałym nawozem ekologicznym. Dużo lepszym od nawozów sztucznych, które zwiększają efekt cieplarniany.
Jak zaznacza, hodowla zwierząt futerkowych to nie tylko same skóry, to także mięso, np. królicze. Z kolei tuszki norek oraz innych zwierząt hodowlanych (wg raportu PwC z 2014 roku) są wykorzystywane np. do produkcji biopaliw drugiej generacji, nawozów, a nawet cementu.
Tłuszcz z tuszek jest pozyskiwany również dla branży kosmetycznej. Do wspomnianych celów wykorzystuje się ok. 70 proc. produktów ubocznych pochodzących z europejskiej produkcji skór.

Odszkodowania lub wyprowadzki
- Hodowla norek jest hodowlą samowystarczalną, nie potrzebuje dotacji i przynosi duże dochody – wylicza prof. dr hab. Marian Brzozowski z Wydziału Nauk o Zwierzętach SGGW. – Przyroda nie lubi próżni. Polska nie jest jedynym krajem, w którym można prowadzić ten biznes, więc nasi hodowcy przeniosą się gdzie indziej. Fermy norek są na tyle specyficzne, że nie można ich przekształcić na inny rodzaj chowu – wyjaśnia.
Jak ostrzega Szczepan Wójcik, gdy zakaz zostanie wprowadzony, hodowcy będą ubiegać się o odszkodowania.
– Budżet państwa straci roczne wpływy na poziomie ponad 2 mld zł, gospodarka wartość dodaną na poziomie 1,3 mld zł. A bezrobocie wzrośnie, szczególnie tam, gdzie już dziś trudno o pracę. Nie ma pozytywów z likwidacji tej branży – zaznacza hodowca.
Póki co, walka o fermy trwa. Ekolodzy chcą ich likwidacji, nie ustępstw. Hodowcy odpierają zarzuty i robią wszystko, by zachować firmy i nie stracić jedynego źródła dochodu.